Jestem tak stary, że pamiętam czasy, gdy nie było jeszcze sztucznych choinek. Wszyscy więc ubierali choinki naturalne. Takie aż do samiuśkiego sufitu. Drzewko stało w domu tak długo, nim zaczęło sypać igłami. Wówczas się bombki zdejmowało i wynosiło drapaka na śmietnik. Leżały tam już inne. Niektóre całkiem gołe. Czasem z tych starych drzewek budowaliśmy fort. Toczyło się kilka kul śniegu. Ustawiało w czworobok i nakrywało z góry starymi choinkami. Czasem zaś braliśmy te osypane z igliwia drzewka i wrzucaliśmy do rzeki, aby zrobić tamę. Wiem, to głupie. Ale tak właśnie było.

Potem zaś wymyślono, czy też sprowadzono sztuczne choinki. I się zabawa skończyła. Sztuczna choinka jest bardzo wygodna. Kupujesz ją raz, a służy przez lata. I nie sypie się. Same zdawałoby się plusy. Ale jednak coś nie tak. Bo co żywe drzewo, to jednak drzewo. Dlatego zacząłem kupować choinki w doniczkach. Parę razy się naciąłem. Bo drzewko na wiosnę uschło. Choć trzymałem w mieszkaniu tylko kilka dni, choć podlewałem tak jak trzeba. Usychało. Zasada jest prosta. System korzeniowy jest tej samej wielkości co samo drzewo. Co na górze, to i na dole. Dlatego trzeba brać, albo małe drzewka, albo wielgachne donice. Udało mi się dwa razy. Dwa świerki posadzone moją ręka rosną. Patrzę na nie i odczuwam dumę. Pamiętam odwiedziłem kiedyś sąsiada na wsi. Siedzieliśmy na ławeczce pod domem i gadaliśmy. O wszystkim i o niczym. Jak to między sąsiadami. I wówczas pokazał na topole rosnące przy płocie. To sadził Twój dziadek – powiedział Dziadka nie ma już czterdzieści lat. Kiedy wynoszono trumnę z domu powiał wiatr i z gałęzi świerków spadły krople wody. To drzewa płaczą po gospodarzu – powiedział ojciec. Mój ojciec też sadził drzewa. Założył owocowy sad. I aby uchronić go od wiatru wzdłuż płotu posadził świerki. Dziś są to olbrzymie drzewa. Choć tata stał się tymczasem całkiem malutki. Sadzę drzewa i ja. Bo to jest cud. Kiedy jest takie małe. Zaledwie do kolan. A potem z roku na rok rośnie. Niedużo. I nagle nie wiadomo jak, pewnego dnia patrzysz na swoje drzewo i widzisz, że jest już od Ciebie wyższe. Że pnie się gdzieś wysoko wysoko w rejony zupełnie Ci niedostępne. Że siadają na nim ptaki. Niesamowite. Cud! Prawdziwy cud!

PS. Pojechaliśmy z Redaktorem Naczelnym po choinki do Nadleśnictwa Czarna Białostocka. Środek Puszczy Knyszyńskiej. – Ciekawe czy będą w doniczce? – szepnąłem. W doniczce? – roześmiał się Naczelny – Nie bądź Pan dziecko! Kupiłem parę razy w doniczce i zawsze usychało! Kupimy takie jak za dawnych czasów! Pan wie, ze te choinki pochodzą ze specjalnych plantacji? Sadzonych pod drutami elektrycznymi? Linia biegnie przez las i pod spodem nic nie może rosnąć, gdyż gałęzie niszczyłyby przewody, więc sadzi się choinki, które po kilku latach się wycina i znów sadzi nowe… Redaktor Naczelny wie wszystko. „Nie bądź Pan dziecko” mówi. A jednak sam chce kupić choinkę jak za dawnych czasów. Bo jak tu nie być dzieckiem w czasie świąt? No jak?

Wesołych Świąt!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ